Forum dla autostopowiczów »
Na każdy temat
Niebezpieczna prędkość
Ja najszybciej jechałem pięknym, czarnym Audi A4 na niemieckich blachach. Okazało się, że to Polacy. Przy każdej zmianie biegu czuć było wgniatanie w fotel. Pomimo, że wszędzie gdzie nie spojrzałem widać było napis AIRBAG to i tak nie czułem się wtedy zbyt pewnie :) Maksymalną prędkość jaką zauważyłem na liczniku było 240 km/h !! :)Razem z kierowcą jechało także jego dziecko i żona, która z usmiechem na twarzy powiedziała "ee... to jeszcze nic, gdybyś widział co on wyprawia na autostradzie". Ale nie żałuję, że tam z nimi jechałem bo takie przejażdżki na stopa nie zdażają się często :)
Rowniez 240km/h gdzies na autostradzie na zachod od Norymbergii. tak naprawde nic specjalnego, jechalo sie dobrze, cicho, milo, mialem poczucie bezpieczenstwa.
Co innego przejazdzka jakims samochodzikiem swiezo po wypadku z podchmielonym Szkotem autostradami polnocno-zachodniej Francji! To bylo cos. Maska trzymala sie na sznurki, na wietrze trzepotala jak horagiew, w srodku wialo. Poczatkowo myslalem, ze predkosciomierz jest zepsuty, wskazywal stale max predkosc-100mph(160km/h), jednak po kilkudziesieciu(!) minutach zauwazylem, ze dziala:). Oczywiscie caly czas gaz do dechy, halas jak w samochodzie rajdowym. Jadac, kierowca wypil 2 hainekeny, kolejne 2 wypil na stacji benzynowej w Calais.
Jka wracałem do Polski to ejchałem z Polakiem Tirowcem. Extremalne przeżycie: on wyprzedza na zakręcie a naprzeciwko inny Tir. Nie wiem jak się udało... Nie pamiętam :)
Najszybciej jechałem bardzo krótki kawałek nowo zbudowanej drogi przed Świnoujściem. Jakieś 230 km/h. Było to chyba albo VW Passat, albo Skoda jakaś (Bora, Superb??) Innym razem jak mój przedmówca malucjhem odrasowanym 130 Brrr.. No i jakies dwie stówki mercedesami
Mówię (czyt. podjudzam) do kierowcy:
-Proszę pana, ale ja się śpieszę. Przyśpieszył ze 180 do 200.
-Więcej nie mogę bo opony do 180 :(
A myślałem że zamkniemy tarcze :(
ja tam nawet na licznik nie patrzyłem jak mi pan z którym jechałem tłumaczył ze są kierowcy normalni, tacy jak on oraz niedzielni. Pan jechał naprawdę cholernie szybko i wyprzedzał pod górkę na podwójnej ciągłej zakręcie i przy samochodach z naprzeciwka. Ale już apogeum strachu to miałem jak na chama wyprzedził kogoś kto go puścić nie chciał, i nie bacząc na samochody jadące z naprzeciwka (jechał równoległym pasem:) puścił kierownice, odwrócił się w stronę mijanego samochodu poczym zaczał machać rękami i krzyczeć "niedzielka! niedzielka", a ja modliłem się coby już w krakowie się znaleźć:)
hie hie mój rekord to przejechanie około 500km po niemieckiej autostradzie w 3,5h
wiózł nas polak mieszkający w Anglii, który wracał do polski skodą( kierownica oczywiście była po prawej stonie ), pędziliśmy tak szybko, aż głowa mała( na dodatek siedziłam z przodu ), serce miałam momentami w gardle xD dosłownie. ale mimo wysokiego współczynnika zagrożenia mego życia podczas tamtej jazdy wspominam tą przygodę z uśmiecham na twarzy: >
U mnie rekord to chyba coś koło 240-260km/h. Dokladnie nie wiem- siedziałem z tyłu. BMW leciało z Olsztyna w stronę Mikołajek- kto zna wie że kręto. Jakieś niecałe 40 km zrobione w niecałe 10minut. Ale autko szło po jezdni jak żelazko:D. Drugi stop- lekarz jechał z Gdańska do Warszawy- pod Małdytami w zakręt wchodził mając ponad 180km/ h na zegarze i rozmawiając z żoną przez zestaw głośnomówiący.
170km/h w deszczu przez miejscowość Aleksandrów [druga najdłuższa wieś w Polsce, dopuszczalna prędkość - 60km/h] Ale bałem się jedynie o życie, o mandacie mowy nie było - kierowca był policjantem:]
hmmm nie było to zbyt ryzykowne bo jedynie koło 200km/h i do tego na autostradzie (z Poznania do Wawy), jednak wyprzedzanie przy prędkości 180 na zakręcie już nie na autostradzie, gdy z naprzeciwka nadjeżdża sznur tirów może przyprawić o szybsze bicie serca...
nie jestem pewien jak szybko, ale wbijalo w fotel. smaczku dodawal drobiazg ze byl to tir, ktorym kierowca manewrowal jak motocyklem.
obydwoje bylismy upaleni i kiedy kosil kolejne pacholki mielismy niezly ubaw :p Jakis czas pozniej klepnal sie w czolo i zapial pasy. ja tez.
do dzis mam w uszach wypowiadane z fantastycznym irlandzkim akcentem 'fuckin drugs' kiedy zapalniczka wpadla mu pod fotel..