Forum dla autostopowiczów »
Na każdy temat
Kombinowanie za granicą - darmowa wyżerka/kawa etc.
Cześć!
Kiedyś widziałem taki wątek, ale że nie mogę teraz go odszukać. Ma ktoś jakieś doświadczenie w powyższym temacie? Wiem, że np w niektórych bankach/supermarketach można ogarnąć kawkę i ciastko za darmoszke, że chodząc wieczorami na targ można taniej bądź za darmo zdobyć warzywa/owoce, których nie udało się sprzedawcom opchnąć, wiem, że wzorem freegan można 'nurkować' po jedzonko - znacie inne sposoby aby małym bądź żadnym kosztem (takie jest odgórne moje założenie) zjeść/przespać się/napić/przeżyć za granicą? (szczególnie zachodnia Europa)
Kombinuj ;)
Tylko nie miej przytroczonej do plecaka flagi Polskiej ;]
Podobno łabedzie sa smaczne i łatwo je zwabic
W Wiedniu moge ci dac namiary na fajna knajpe gdzie za 7,70EUR pomiędzy 15 i 17 mozesz przez 2 godziny szamać ile tylko dasz rade, jest sushi krewetki małże ośmiorniczki ryby kurczaki wołowina owoce frytki surówki itp :) Wszystko do oporu :D
Jak tam zjesz to potem przez 3 kolejne dni możesz nie jeść :P Ja od soboty jeszcze czuje sie najedzony :P
Aelion możesz podrzucić adres tej knajpki? tak się składa za tydzień wybieram się do Wiednia :)
Ps. Domyślam się że nie ma opcji wyniesienia jakiegoś jedzonka "na później" ?.
jest, można przyjść z wózkiem widłowym
@[...] - można powiedizec że jestem idealistą - nie chcę płacić za coś, co mogę zdobyć za darmo, albo mniejszym kosztem niż w ogólnodostępnym miejscu.
Oczywiście, dawanie nura nie będzie raczej niczym dziwnym. Interesowały mnie raczej jakieś klimaty jak w tych bankach w Amsterdamie gdzie można kawkę przytulić i ciasteczko czasem :) Ale i tak dzięki za odzew :)
Ja bym był za tymi łabędziami.A jak już Ci nie wyjdzie zawsze możesz zastawić wnyki ze sznurówek na dzikie koty :)
co do łabędzi to uważajcie bo to duże i bardzo silne ptaszyska. A uderzenie dziobem jest porównywalne z uderzeniem młotka. Wiem coś o tym bo kilka lat temu taki łabędź któremu się coś nasza żółta łajba typu mydelniczka nie podobała zdołał przebić się przez jej zewnętrzny kadłub - na szczęście nad wodą. Wiosło na nim połamałem zanim dał se siana
A co do pozyskiwania jedzenia itd to ja np w krajach byłego ZSRR żeruję na ludzkiej gościnności tych regionów. Co prawda bardzo dobrze posługuję się rosyjskim. Wystarczy zapytać losowo wybranego człowieka na ulicy gdzie tu można tanio przenocować to zaciągną do domu, umyją, nakarmią, przenocują, w bani wygrzeją i jeszcze będą niezmiernie szczęśliwi że się z nimi wieczór przegada.
Dwa razy dojechałem stopem nad Bajkał i średnio 2 dni w tygodniu spałem w namiocie (bo np wylądowałem o godz 23 na wiosce zabitej dwiema dechami bo kierowca gdzieś skręcał) a 5 u ludzi wylosowanych na ulicy. Już nie wspomnę o bardzo wielu krótszych wyprawach.