Forum dla autostopowiczów »
Po Europie
Europa (Czechy, Niemcy, Francja) a JĘZYK.
Witam,
mam 19 lat i chciałbym uderzyć w świat,
na wstępie Europa - jest to moje marzenie.
Obawiam się jednak o komunikacje - języki.
Byłem za granicą już w paru miejscach - Luksemburg, Węgry, Czechy; wszędzie tam dogadywałem się po ang.
Po ang mogę rozmawiać i nie ma z tym problemu.
Boję się jednak jak z Angielskim np w Niemczech ?
Bądź we Francji ?
Proszę o porady, czy można śmiało walić ?
Czy lepiej nauczyć się jakiś zwrotów w danych językach ?
Pozdrawiam,
Piwniczne.
pewnie zawsze sie przydadza Podstawowe zwroty w danym języku . W Niem Zach ang całkiem dobry gorzej jak na Turka trafisz , we Wsch wyraźnie gorzej a Francuzi to nie chętnie po ang mówią chyba dlatego że wstydzą się swojego wyczesanego akcentu :)
W Czechach ang jak w Polsce ale z czechem to się dogada bez problemu .Nie wiem jak oni to robią ze nas lepiej rozumieją niż my ich ciekawe ale takie fakty ? :D
To "lepsze rozumienie" w Czechach to fakt, a wynika z tego, że polski brzmi dla nich trochę jak słowacki, którego z kolei rozumienie tamże wynika, jak wiemy, z przyczyn historycznych.
Będąc w Niemczech "wschodnich" jak się spytałem młodego gościa "do you speak english" to miał nawet kłopot z zaprzeczeniem, jednak jak wtrąciłem jakieś polskie słówko, skapnął się, że jestem zza Odry i zaczął mi łamaną polszczyzną tłumaczyć drogę :)
zawsze mnie ta językowa zagadka irytowała czesko-polsko-słowacka .chociaż ja bezproblemowo w czechach miałem bo jeszcze używam parę czeskich zwrotów autostopowych ")
Hmm - mnie chociaz sie nie udalo dojechac do Francji w zeszlym roku :-(, a chcialbym w tym roku(konkretnie gdzies w okolicach pierwszej polowy sierpnia) pojawic sie chociaz na dzien w Saint Tropez(takie marzenie) - nie wiem czy znajde tak chetnego kompana, a najlepiej kompanke, bo facetowi ciezko lapac stopa, a do tego chcialbym tam dotrzec i wrocic w 3 dni;-) (niestety naprawde mam malo czasu w sierpniu - chyba, ze zaopatrzylbym sie czesciowo w podrecznik, a i to niewiele pomoze, bo inne sprawy na glowie :-( )
Uff, co za dygresja;-) - wybaczcie mi, ale zal jej kasowac.
Wlasciwie powiem Wam szczerze, ze z Francuzkami da sie dogadac po polsku :-). Jak - wystarczy byc przypadkiem w schronisku londynskim, do tego nalez dolaczyc ich zaskakujacy powrot do pokoju gdzies o drugiej w nocy(wczesniej bylem zmeczony i zameldowalem sie tam, zreszta to inna historia, gdzies grubo po poludniu gdy nikogo nie bylo, a nie zwrocilem uwagi na 2 pozostale zameldowane osoby) ;-).
Dodajemy do tego fakt, ze jedna z nich studiuje kierunek scisla, druga anglistyke :-) (hmm nomen omen, ale to ostatnie pomaga w komunikacji w jezyku Szekspira :-), choc moj akcent lezy i kwiczy) - calosc dyskusji opierajaca sie takze na duzej gestykulacji, wspolne wyjscie do pubu(zreszta to byla pierwsza moja wizyta w londynskim pubie :-) ), a takze dyskusje o drugiej w nocy z tzw. tubylcem na temat wyzszosci fizyki(dziekujemy za wspacie pierwszej Francuzki) nad studiowana pzez niego filozofia nauki (czy czyms takim ;-), nie orientuje sie zbytnio w kierunkach humanistycznych).
Calosc zmiksujemy ze zdziwionymi spojrzeniami tzw. lokalersow (ehm. bywalcow tego, jak sie okazalo przypadkiem studenckiego pubu) trzymajacych kciuki w gorze i dziwnie sie usmiechajacych, z wrecz dziwnymi sytuacjami typu podejrzane wylanie alkoholu przez jedna Angielka - na nieszczescie w okolice moich spodni :-( (cale szczescie, ze okres byl dobry i grzejnik mocno grzal) i potem gdy w tzw. slangu angielsko-francusko-polskim brakowalo slow zaczelismy uzywac kartki i dlugopisu :-) (zreszta rysunki potrafia zdzialac cuda) co ma ta zalete, ze mam materialne dowody iz da sie porozumiec z obywatel(k)ami tego slonecznego kraju :-)
Mam nadzieje, ze nikogo nie zanudzilem - w razie czego poszukam opcji kasowania...
Najlepszym przykładem, że zawsze da się dogadać jest moja przygoda z Grekiem na pompie pod Wenecją. Zagadałam do niego ładnie po włosku, bo wydawał się być Włochem. On nic nie zrozumiał i mówi mi, że jest Grekiem. Wtedy pytam czy mówi po ang - nie. no to on mnie czy ja mówie po niemieckiu - ja nie. Ale siedliśmy chwilkę on, ja i mój mąż. I mimo, że nie wspólnie nie znaliśmy żadnego języka (mąż parę słów po niem.) gadaliśmy prawie przez godzine o wszystkim. o sytuacji gospodarczej w Grecji, o Rodos, o autostopie (podobno w Grecji biorą bez problemu:D) o wakacjach, o tirach, o euro i wielu innych rzeczach:D grunt to samozaparcie, dobra gestykulacja i kilka ogólnonarodowych wyrazów. ;)
bariera językowa przeszkadza jednak najbardziej kiedy chcemy coś szybko dosyć ustalić, szybko zapytać.
Byłam ostatnio we Francji i normalnie szok! Prawie z każdym kierowcą dało się dogadać po angielsku. Mało tego, zaczepieni na ulicy ludzie, pytani o drogę czy inne rzeczy także odpowiadali mi po angielsku. Co się dzieje z tymi Francuzami? ;)
A Niemca niemówiącego po angielsku to ciężko spotkać. Przynajmniej ja mam takie doświadczenia.