Cytat dnia

„Podróże są diabelskim wynalazkiem człowieka, który pod względem nieprzyjemności, zmęczenia, niebezpieczeństw, utraty czasu, szarpaniny nerwowej da się porównać tylko z pobytem na wojnie.”
Henri Millon Montherlant (1896-1973)

Wielka Brytania

23 września 2012 r., autor: ilja41

Tego roku postanowiłem zabawić się w hardcora i wyruszyć w podróż samemu, właśnie na Albion. Trasa Wrocław-Birmingham. Nie było łatwo, dużo komplikacji, często nerwy, znużenie, ale myślę, że warto było, ponieważ człowiek zdobył mnóstwo bezcennego doświadczenia, mądrości itd.

Piszę więc, jak to jest właśnie z autostopem w tej Anglii, ponieważ relacje na forach internetowych są zwykle sprzeczne ze sobą i, powiedziałbym, w dużej mierze raczej nieprawdziwe. A Albion odwiedzić warto, bo to zupełnie inny świat niż ten, który mamy tu w Polsce czy na południu Europy.
Zacznę od kwestii najistotniejszej - przeprawa przez Kanał La Manche. Jest to bezwzględnie najtrudniejszy etap podróży. Nie wiem, jak było kiedyś, może łatwiej, ale dzisiaj kierowcy (w głównej mierze myślę tu o tirowcach) są po prostu nieufni albo mają zakazy od pracodawców i nie zabierają autostopowiczów! W drodze na Wyspy spotkałem całe rzesze tirowców polskich, słowackich, czeskich, którzy tam jechali, którzy byli do pogadania, ale zwyczajnie nie mogli mnie zabrać ze sobą. Jeden z nich mówił tak: „Murzyni wskakują do naczepy w pięciu, ośmiu, potem są wykrywani przy odprawie promowej, a kierowca płaci £200 za każdego nakrytego z osobna”. Tirowcy są zatem nieskorzy do pomocy. Na osobówki natomiast nie ma nawet co liczyć. Sytuację ratowałem więc promem. Tak zwani FOOT PASSANGERS płacą £29 za półtoragodzinny rejs z Calais do Dover. W tirze, o ile nie ma rezerwacji, może być pasażer-autostopowicz i nic nie płaci za przepłynięcie kanału, a do tego przysługuje mu darmowy prysznic na pokładzie, ale mówię - to jest niemal niemożliwe spotkać takiego, który wziąłby kogoś ze sobą.
Nie wiem dokładnie, jak jest z samym Tunele La Manche, bo osobówek zwyczajnie nie szło zatrzymać (w Belgii Anglicy, gdy do nich podchodziłem, zamykali szyby albo uciekali przede mną ze strachu jak poparzeni). W tunelu jest z osiem torów kolejowych, samochody, tiry i inne ładują się na pociąg i już po pół godzinie są w Folkestone. Prawdopodobnie jednak nie płaci się za każdą osobę z osobna, tylko za samo auto, ale w ramach oszczędności 90% kierowców rezerwuje przejazd internetowo i nie może mieć nadmiaru pasażerów. Autostop Tunelem La Manche? Nie ma szans według mnie!
Ale jeżeli ktoś zechce jednak zaryzykować, to podam kilka ważnych wskazówek:
• unikać weekendów (w weekendy większość Polaków jedzie z, nie do Anglii);
• polecam parkingi: bardzo duży w Jabbeke w Belgii, mniejszy o nazwie Mannekensvere (parę kilometrów przed francuską granicą), albo coś jeszcze pod Antwerpią;
• w ostateczności jest jeszcze potężny (naprawdę potężny) parking dla tirów w Calais, dokładnie w Marck, 500 metrów w głąb zabudowań mamy supermarkety Lidl i Aldi;
• transport kolejowy odpada, 180 € do samego Londynu z LA GARE w Calais, a sam LA GARE jest ładny kawał drogi od miasta i żadnych zniżek studenckich;
• jedynym wyjściem jest prom (tak jak już wcześniej napisałem), a dojechać tam można autobusem lub przejść się na pieszo z 8 km, chyba że ktoś wysadzi nas tuż przed portem (komunikacja autobusowa w Calais jest w miarę tania);
• no i proszę nie zapomnieć, że Francuzi mówią tylko i wyłącznie po francusku;
Jesteśmy w Anglii i co dalej? Przede wszystkim należy pamiętać, że Brytole jeżdżą lewą stroną ulicy (trzy razy mało przez to pod auto nie wpadłem) i że należy być grzecznym w rozmowie, bo oni są grzeczni i również wymagają tego od obcych. W Anglii są te ich słynne JUNCTIONS (tj. wlotówki/wylotówki z/do autostrady, a autostrada to MOTORWAY nie HIGHWAY!) - należy pamiętać, że junction również jest częścią motorwaya! Trzykrotnie musiałem udawać przed policją, że o niczym nie miałem pojęcia. Policji jest tam dużo i są strasznie czepialscy. Parkingi są też inaczej skonstruowane niż w Europie, a mianowicie nie leżą tuż obok motorwaya, tylko trzeba wjechać na junction i zjechać paręset metrów dalej w bok. Rondo (czyli ROUNDABOUND) to rzecz bardzo powszechna w Anglii, co stwarza nie lada problem w ustawieniu się do łapania.
Jeśli chodzi o noclegi pod namiotami, to trzeba pamiętać, że w Anglii wszędzie są tzw. PRIVATE AREAS, więc nocowanie na dziko zupełnie nie wchodzi w grę. Policja brytyjska jest naprawdę bardzo, bardzo szczegółowa, czepialska i nie ma poczucia humoru (szczególnie dużo jest policjantów na motorach, a radiowozy łatwo rozpoznać - złote takie, świecą się jak biżuteria). Podejść, przywitać się, zapytać, a ktoś na pewno pozwoli na nocleg na swojej posesji. Anglicy, rdzenni, nierdzenni, wszyscy są bardzo kulturalni, trochę tacy snobistyczni, ale tak czy inaczej należy pamiętać o odpowiednim zachowaniu. Choć kultura kulturą, ale jeszcze w żadnym innym kraju nie dostałem tylu „faków” i tylu niezbyt miłych okrzyków z przejeżdżających obok mnie samochodów.
A czy warto się fatygować? Oczywiście, że tak! Wielka Brytania to cudowne miejsce od strony krajoznawczej i kulturalnej. Są tu fantastyczne widoki na wzgórza i pastwiska, urokliwe, monumentalne normańskie zamki gdzie tylko popadnie, niepowtarzalny klimat w brytyjskich pubach, celtycka aura, a jednocześnie zwariowana różnorodność etniczna. Nie można nie wspomnieć o Londynie (oczywiście chodzi tu o centrum) - piękne miasto, kolorowe, bajeczne parki, cała paleta różnych stylów architektonicznych z arcydziełami Christophera Wrena na czele, ciekawe muzea, no i przede wszystkim ikony Anglii - Westminster oraz styl wiktoriański. Dover to też fajne miasteczko, z widokami na doki i morze, pięknym zamkiem, siecią XIX-wiecznych fortyfikacji do obrony wybrzeża i znanymi na cały świat białymi, kredowymi klifami. Żałuję tylko, że nie zdążyłem jeszcze do Szkocji, ale czas mi się już kończył. Główną wadą Wyspy jest przerażająco drogi transport (najtańsze są autokary, tj. COACH, a najdroższe pociągi). Ceny w supermarketach niewiele większe niż w Polsce, za £2 można było się porządnie najeść, drogo tylko w knajpach, drogie piwa w pubach (polecam ciemne piwo, tzw. ALE), ale... raz się żyje!
Polecam więc autostopowanie po Anglii, choć jest to dość wymagająca sprawa. W razie ewentualnych innych pytań można oczywiście napisać do mnie maila. 