Lwów - informacje praktyczne
21 marca 2007 r., autor: autostopowicz
Garść informacji praktycznych jak dojechać do Lwowa, gdzie znaleźć nocleg we Lwowie i wiele innych przydatnych wskazówek.
"Możliwe że dużo ładniejszych jest miast,
lecz Lwów to jest jeden na świecie..."
Jak dojechałem?
Na stopa do Przemyśla. Do granicy busem (koszt 2zł) spod dworca PKP/PKS. Granicę Medyka/Szehyni pokonałem pieszo (nie było łatwo). I dalej znów na stopa. Niestety dojechałem tylko do Mościsk i dalej busem.
Można jeszcze...
Od granicy busem(tzw.marszrutką) nr 297 (koszt ok. 8 hrywien czyli 5-6zł) która kursuje co około pół godziny na trasie Szehyni (granica) - Lwów (dworzec główny).PKSem z Przemyśla do Lwowa (koszt ok.15zł) na dworzec Stryjski (nie byłem ale jest daleko od centrum)Pociągiem - najdroższy sposób (Warszawa - Lwów 150zł)Jeżeli jedziemy od strony Lublina, granicę można pokonać w Hrebennem. W tym celu trzeba popytać ludzi stojących w kolejce czy nas nie przewiozą przez granicę (nie wolno jej przekraczać pieszo). Z Rawy Russkiej kursują co półgodziny marszrutki (6 hrn) a trzy razy dziennie pociągi (3,25 hrn).
Granica
Potrafi dostarczyć mocnych wrażeń. Jest strasznie tłoczno, a to za sprawą tzw.mrówek, czyli osób króre przechodzą granicę kilka razy dziennie przenosząc alkohol i papierosy w celu sprzedaży (w pobliżu granicy jest nawet bazar). Mrówki są już widoczne w busach do granicy i są ciekawym obiektem do obserwacji. Wymieniają się informacjami kto z celników aktualnie pracuje i snują domysły czy uda się przenieść więcej niż normę (czyli litr spirytusu i 200 sztuk papierosów). Ale to i tak dopiero przedsmak tego co będzie się działo na samej granicy. Po polskiej stronie jest ok, potem trzeba iść kawałek, minąć trzy flagi: ukraińską, polską i unii europejskiej (tfu!). Następny obrazek jest bardzo ciekawy: domek z napisem "Ukrajina witaje was" i dziesiątki pchających się tam ludzi. Tłum stoi w miejscu. Nie posuwa się naprzód. I wieczne kłótnie: kto się bardziej pcha: Ukraińcy czy Polacy, czyja powinna być ta ziemia itp. W płot są wetknięte karty imigracyjne do wypełnienia. Bez nich nie przepuszczą. Ja o tym nie wiedziałem.
Celnik zawrócił mnie na koniec bluzgając pod nosem na Polaków po ukraińsku. A potem jeszcze raz bo miałem źle wypełnione. Ale nie żałuję bo dzięki temu poznałem kogoś. Warto było. Jak już się pokona domek to czeka następna przeszkoda: budka. Tam sprzedają ubezpieczenia. Czasem stoi celnik i karze ludziom kupować a czasem nie. Ja następnym razem dam mu 5 hrywien żeby się odczepił, w tym kraju wszyscy dają i wszyscy biorą. Ubezpieczenie KL dla cudzoziemców ważne 5 dni kosztuje 12 hrywien (na dłużej jest droższe).
Jak wypełnić kartę imigracyjną? Karta składa się z dwóch części. Każde pole ma numer. Piszemy wszystko po polsku. W górnej wpisujemy kolejno:NazwiskoImięObywatelstwoDzień urodzin (ddmmrrrr)PłećNumer paszportuNumer wizy - Polaków to nie dotyczy (zostawiamy puste miejsce)Dzieci z którymi przekraczamy granicę - imię i rok urodzeniaCel podróży - wpisujemy, że turystycznyKraj, który nas przyjmuje, czyli UkrainaNumer autobusu albo pociągu (jeśli przekraczamy pieszo, wpisujemy słowo "PIESZO"Podpis (ten numer jest z prawej strony i nie ma pola - nie wolno go przegapić) Na dolnej części wpisujemy:
NazwiskoImięObywatelstwoDzień urodzinPłećNumer paszportuPodpisObydwie części odrywamy od siebie i podajemy wraz z paszportem. Z powrotem dostaniemy dolną część ze stemplem.
W drugą stronę jest inaczej. Przede wszystkim ci którzy szli na Ukrainę byli chudzi, a teraz wszyscy są grubi. Płacimy za wstęp na granicę (!) złotówkę lub hrywnę. Po ukraińskiej stronie jest OK o ile nie zgubiliśmy karty imigracyjnej którą wypełnialiśmy przy wjeździe. Dalej mijamy ludzi którzy montują na swoim ciele papierosy za pomocą taśmy klejącej. I po polskiej stronie teraz jest kolejka. Tylko u nas jest grzecznie bo jest barierka i w ogóle pilnują. Niemniej swoje trzeba odstać. Mrówki przepuszczają najczęściej turystów z plecakami.
AutostopNie polecam. Ludzie podobno jeżdżą ale ja nie widziałem żeby ktoś łapał. Ja się odważyłem tylko dlatego, bo jechałem razem z Ukrainką.
MiastoNa pierwszy rzut oka w mieście panuje chaos komunikacyjny. Wszyscy chodzą i jeżdżą jak chcą. Kilka pierwszych godzin decyduje o tym czy przeżyjecie czy was rozjadą. Tam nikt nie zwalnia jak ktoś wchodzi na jezdnię, człowiek czekający na środku ruchliwej ulicy jest widokiem powszechnym a matki popierdalające z wózkami pomiędzy samochodami poprostu rozczulają. Tam się przechodzi tak: idzie się żwawym krokiem i jak się podchodzi do ulicy to się zerka czy coś nie jedzie. Na pasy się nie zwraca uwagi, zresztą tam i tak nie ma, przechodzi się tam jak wygodnie. Jak już się wejdzie na ulicę to się zerka czy z drugiej strony nic nie jedzie, a jak jedzie to się czeka na środku. Dziwnie, nie? A najdziwniejsze jest to, że nie widziałem tam ani jednego wypadku.
LudzieCała gama charakterów, ale na pewno mają większy temperament niż my. Spotykałem się z rozmaitymi reakcjami na mnie i mój ledwo zrozumiały dla niektórych rosyjski. Jedni się uśmiechali, inni lekko krzywili. Większość ludzi odnosiła się jednak do mnie pozytywnie. Zdarzyła się też sytuacja przy której kompletnie osłupiałem: zapytani o drogę młodzi ludzie zaprosili do swojego biura skąd zaczeli obdzwaniać wszystkie możliwe miejsca noclegu (bo szukaliśmy). Po dwudziestu paru minutach znaleźli i jeszcze zaprowadzili. W Polsce nikt by czegoś takiego nie zrobił.
Komunikacja miejska- Tramwaje - opłata 50 kopiejek (są też ulgowe po 30 kopiejek, ale tylko dla lwowskich studentów - choć sam byłem świadkiem jak podpity pan z workiem ziemniaków na plecach poprosił o studencki), uiszcza się u konduktorki która jest w każdym pojeździe. Biletu nie gnieciemy i nie wyrzucamy, bo jak będziemy wychodzić to oddamy go konduktorce. Dla uśmiechu i "djakuju" warto to zrobić. Czasem zdaża się, że pani nie da biletu, wtedy odda 25 kopiejek (a drugie do kieszeni dla siebie). Kontrole bywają ale zwykle w okolicach dworca i tam kontrolerki są czujne. Taka jest Ukraina - każdy rozkrada co może, nawet przejazd. Ale nie dziwię się paniom. Praca nie jest łatwa, a zarobki mniejsze niż minimalne.
- Trolejbusy - łączą wschodnie i południowe dzielnice miasta z centrum. Wszystko jest podobnie jak w tramwajach.
- Marszrutki - sieć marszrutek jest bardzo rozbudowana. Dla mnie to najbardziej hardcorowy środek transportu, bo nigdy nie nadążam przeczytać gdzie jedzie (ech te małe ukraińskie literki...) i zdażało mi się jechać w ciemno. Marszrutki zatrzymuje się machnięciem ręki w dowolnym miejscu, opłata 1 hrywna.
- Taksówki - bardzo tanie (ok. 5zł za 3km kurs). Nie ma liczników, cenę za kurs warto uzgodnić wcześniej. Polecam w nocy, gdyż Lwów nie posiada komunikacji nocnej.
Gdzie spaćNajpierw udajcie się pod adres Rynek 17, tam jest Towarzystwo Kultury Ziemi Polskiej (tel./+380 0322/ 74 23 14). Zaprowadzą do polskiej rodziny i tam będzie można wynająć pokój za 6 dolarów od "głowonocy".
Ciekawą opcją jest nowootwarty hostel przy ulicy Archipjenka 2 (tel./+380 0322/ 75 46 83). Pokoje kilkuosobowe, cena 50 hr za dobę od osoby - przy większej ilości osób można się targować.
"Czysto, schludnie, ciepła woda prawie zawsze, grunt że przez całą dobę. Toaleta, prysznic, niczego nie brakuje. Obsługa baaaaardzo miła. Polecam. Pani nawet się pytała czy nie chcemy mikrofali do pokoju... Ljuksus ;-)" - to opinia mojej cudownej koleżanki która miała przyjemność tam mieszkać.
Ta sama urocza dziewczyna przenocowała także w hotelu Elektron znajdującego się w mrokach ostatniego piętra przepastnej kamienicy przy ulicy Kwitky-Osnowjanenka 4, tel. 2335044 (uwaga na mało rzucającą się w oczy tabliczkę).
Coś w rodzaju naszego polskiego schroniska średniej klasy. Cena 36 hrn za dwójkę. Na wyposażeniu łóżeczko, umywalka i magiczny telewizor z opcją światełko tak-światełko nie (wizja to marzenie!). Wszechobecny zapach gotowanych parówek albo innego zwierzątka (można się przyzwyczaić). Tam było pierwsze spotkanie z kolorytem ukraińskiego odcinania dopływu wody w póżniejszych godzinach (prysznic 2 hrn). Generalnie jeśli ktoś nie ma dużych wymagań to nie ma co narzekać. Rezerwacje dokonywanie czy to osobiście czy to telefonicznie nie są dotrzymywane!!!
Dla amatorów mocnych wrażeń chcących pełniej poczuć Ukrainę proponuję tani hotel "Arena" (Horodocka 83, tel. (+380 0322) 72 40 47). Cena za trzyosobowy pokój 40 hrywien, za dwuosobowy 30. Prysznic 3 hrywny (grzybica stóp wliczona w cenę), znajduje się w piwnicy. Syf malaria, ale da się przeżyć. Toalety na korytarzu (zapychające się - dlatego obok stoi kosz na zużyty papier, spłukiwane kubełkiem w okresie braku wody). Pokój śmierdzi jakby stu mężczyzn się nie myło, po wywietrzeniu śmierdzi już znośnie niezidentyfikowanymi zapachami zza okna. Moje łóżko miało pochył jakieś 15 stopni w bok, sąsiednie było tak wklęsłe, jakby ktoś tam z dwustukilowym tyłkiem spał. Strasznie niewygodnie, ale pani uprzedzała, że to pokój bez wygód ;-) Umywalka w pokoju. Rano budzą krzyki małp (okna wychodziły na zaplecze cyrku, przy którym usytuowany jest hotel. Podejrzane typy nie kręciły się. Można przychodzić bardzo późno. Obsługa miła, choć bez przesady.
Uprzedzam że w większej części Lwowa woda jest tylko w godzinach 6-9 i 18-21. Nie zawsze się zdąży, niektórzy brudni chodzą, ale w sumie w Polsce cały czas jest woda a brudasy i tak są.
JęzykNa ulicach słyszy się prawie tylko ukraiński. Ludzie nie lubią rosyjskiego. Lepiej zacząć po polsku i zaproponować przejście na rosyjski, a najlepiej zacząć po ukraińsku (ja tak robiłem chociaż moja znajomość ukraińskiego ogranicza się do kilku słów). W gronie znajomych częściej już się słyszy rosyjski.
PieniądzeWalutą jest hrywna która dzieli się na 100 kopiejek. W Polsce warto wymienić dolary na nocleg (dolary są bardziej cenione niż hrywny) oraz kilkanaście hrywien na ubezpieczenie i marszrutkę. Resztę lepiej wymienić w centrum miasta - Lwów to miasto kantorów - chyba na każdej ulicy jest. Nie wymieniać na dworcu i w jego najbliższej okolicy.
CzasPrzestawiamy zegarki o godzinę do przodu.
ZakupyHipermarketów brak. Supermarketów kilka. Sklepów samoobsługowych jak na lekarstwo (znalazłem jeden niedaleko rynku z kantorem o korzystnym kursie i panem mówiącym po polsku, ale gdzie dokładnie to nie powiem). Lwów za to obfituje w bazary. Niektóre z jedzeniem, inne z ubraniami, jeszcze inne z książkami i pamiątkami. Bazary warto odwiedzić bo można tam dostać wszystko: od raków (2 hrn/szt.) po mundur ukraińskiego żołnierza jeszcze pachnący tym żołnierzem (10 hrn). Bazary są pełne babuszek (taki ukraiński typ staruszki).
Gdzie jeść?Jedzenie w punktach gastronomicznych jest o wiele tańsze niż w Polsce. Wytworniejsze restauracje są i tak tańsze niż u nas. Polecam jednak wizytę w lekko obskórnych ukraińskich barach, gdzie porządny obiad zjemy już za 10 hrywien. Nie przeszkadzały mi zaplamione obrusy, obwisłe chryzantemy na stole i pijący wódkę Ukraińcy po drugiej sali. Przyjąłem taktykę wyboru dań na chybił trafił, co przynosiło różne efekty: raz udało się zjeść cudowną zupę fasolową z mięsem, innym razem dostałem rosół o zapachu spoconej babuszki...
Na lewo od Opery (stojąc do niej plecami) w uliczce równoległej do Prospektu Swobody jest świetna pizzeria. Za pizzę, sałatkę i sok zapłaciłem 15 hrn. Godne polecenia są też naleśniki.
Wódka i papierosyŻyć nie umierać. Ćwiartka kosztuje tyle ile u nas piwo. Litr nienajgorszej 16zł. Papierosy L&M 1,5. Przypominam: przez granicę można przewieźć litr spirytusu i 200 sztuk papierosów. To sprowadza na ziemię.
PrzestrogaUprzedzam, że Lwów pod pewnym względem jest niebezpieczny: kto raz pojedzie do Lwowa, już zawsze będzie marzył żeby tam wrócić. Jeżeli nie chcecie mieć jednej tęsknoty w życiu więcej - nie jedźcie tam.