I Ogólnopolski Zlot Autostopowiczów
„Czy wiatr zawsze wieje ci w oczy? Tak, aż do samego końca. Czy całodniowa podróż trwa cały dzień? Od rana od wieczora, mój przyjacielu.”
Christina Georgina Rossetti (1830-1894)
Hosting sponsoruje alpha.pl:
17 stycznia 2009 r., autor: Kravitz
Trzy kobiety o różnych temperamentach , przyzwyczajeniach i przekonaniach , trzy tysiące kilometrów i trzy pary mokrych butów .
Gosia , Olga i Ana
Postanowiły przeżyć wspólną przygodę , wspólny czas świąteczny i powitanie Roku 2009 .
Jak to się mogło skończyć ? Przeczytajcie .
Wyjechałyśmy w południe , poprawa pogody była widoczna z minuty na minutę , startowaliśmy dokładnie z Kłodzka w kierunku
granicy w Boboszowie pierwszy stop i strata czapki zapowiadało się źle do tego ta tęcza na niebie która widziała tylko Olga . Tęcza i pewna tabliczka
miały przynieść szczęście ... no i przyniosły złapałyśmy busa do granicy z Austria . Jedna do kierowcy dwie na pakę żeby nie było jednej smutno tam z tyło bez światła , powietrza i w ogóle ...
W połowie drogi kiedy zaliczyłam już każdy kont paki , blada z pawiem w drodze poprosiłam o zmianę . W Bleclav nie ciekawie, deszcz i zero szans na stopa .
Liczyliśmy na przystojniaka z Tajska kolacja ale byłyśmy szczęśliwe zatrzymując już starszego Czecha mruka .
Wiedeń . Nie powiem pomysł był głupi , zadanie 1 przejść 3 km tunelem trzy pasy scigajacych sie samochodów, ostatni kilometr to już 4 pasy . Przysięgam nie więcej jak 10 metrów za tunelem
kiedy cel został osiągnięty , my całe i zdrowe , choć w uszach dzwoniło od huku i trąbiących kierowców ...pojawiły się migające światełka , niestety nie były świąteczne lecz policyjne.
"Nie oglądajcie się , nie mówcie po angielsku a niemieckiego nie używajcie w ogóle "
Nie lubię Austrii ale nie powiem 3 razy złapali mnie na autostradzie stopującą i nie dostałam mandatu - odpukać i stopować dalej .
Nastepnie w nasze sidła wpadł Turek wywiózł nas w czarna do ... tfu dziurę , znaczy .A z czarnej dziury wywieźli nas Meksykanin, Włoch i Koreańczyk na stacji było miło bo Niemiec urodzony w Rosji -
Sasza dotrzymywał nam towarzystwa . I bardzo lubił słowo na K . W Austrii jeśli chodzi o stopa należy liczyć tylko na obcokrajowców Austryjacy w ogóle nie wiedzą o co cho a Polacy ? cóż o tym później .
Udalo sie 20 km z Austryjakiem do następnej tankszteli i następnej czarnej dziury , 2 godziny czekania bez celu bo aut było jak na lekarstwo . Ale zesłali nam Polaka i z Nim aż do Maribor.
Z Turkiem do Zagrzebia , a tam tak zimno że ze stopowania zrezygnowałyśmy i będąc pod dachem tylko pytałyśmy kierowców którzy korzystali z Toalety lub Restauracji .Udało się Tirowca z żona , poprosiliśmy go by wziął choć jedna osobę . Bosaniec zabrał Gosię aż do Miasta Doboj . My złapałyśmy też Tira do Banja Luki ale wcześniej musiałyśmy
odbić na Dobij by szukać naszej koleżanki . Po drodze spotykałyśmy kierowców katolików skupiający się na tematach masazu stóp i nie tylko co denerwowało i stresowało lub tych kierowców muzułmanów Ci drudzy opowiadający o swoich dzieciach , żonach , mamach co nudziło ale było bezpieczne . Poznaje ich po tym co mają zawieszone na kierownicy . Wtedy wiem jak z nimi postepowac.drudzy . Poznaje ich po tym co mają zawieszone na kierownicy . Wtedy wiem jak z nimi postępować .
O czym rozmawiać,uważać by nie wydać się z nazwa miasta gdzie się jedzie . Oni mają różne przekonania .
z Doboj jedziemy z dwora luzakami , jak zwykle piją piwo i odpalają fajkę od fajki nie uchylając przy tym okna , nawet mnie palaczowi to przeszkadza .
Dziewczyny szybciej usypiały .
Do Sarajeva dwa, trzy stopy , dziadek i te jego wywody ze w Sarajevie to sami kryminaliści i mamy uważać :)
Następnie jakiś lowelas i tir w sumie do Mostaru ale musiał robić pauzę . W Sarajevie wysiadałyśmy z Tira 3 a ludzie pytali czy to autobus .
Czekał na nas Turecki policjant na misji pokojowej. Pozytywny człowiek , wiele nam pokazał ugościł pięknie , ciepły obiad późnym wieczorem i przyjemne spanko.
Wieczorem zjechaliśmy Miasto , panorama i kilka ciekawych miejsc . Ja byłam 7 razy w Sarajevie i wciąż nie mogę zobaczyć Alei Snajperów . .
Dwie noce nieprzespane i trzecia zapowiada sie kiepsko , jakieś 3 godziny nie spałam z powodu bólu głowy , zatoki , zapalenie płuc , jak się póżniej okazało , eh .Rano ok 9 wyruszyłyśmy do Mostaru . Dwoma stopami byłyśmy na miejscu. W Mostarze zjadłyiśmy śniadanie i próbowalyśmy zebrać pieniądze od miejscowych, jednak brak doświadczenia ... (żartowaliśmy) i nie zebralyśmy W Mostarze śpiewalyśmy "Anieli grają króle śpiewają" W Trebinje byłyśmy wieczorem tam zmieniłam nazwisko na Serbskie i cukierkowe . Zdążyłyśmy przed zmrokiem zobaczyć Zatokę Kotorska z góry i przy tych pięknych widokach pojawiła się pierwsza gwiazdka a my do celu miałyśmy ok 100 km . A propos ta zatoką jest magiczną , wcześniej byłam w niej z bliskimi mi osobami , bratem , mamusia , później z przyjacielem a jeszcze później z Michasiem zdobyliśmy wtedy szczyt i był cudowny czas . Tańczyliśmy tam "A gde zuris" Tym razem spotkało nas także coś miłego , Olga wyciągnęła kartki świąteczne, które sama zrobiła i napisała życzenia , nie znając nas wcześniej . Na tą kartkę po dłuższym oczekiwaniu złapałam auto znowu paka w busie aż do Budvy . W Budvie śpiewaliśmy "w śród nocnej ciszy" i stop do Baru , z Baru poszło szybko i gładko . Wysiadając , już tylko brzmiało : "Przybieżeli do Betlejem" pierwszego dnia byłyśmy na starym mieście w Ulcinj drugiego w Starym Barze Na zajutrz ja do szpitala po antybiotyki i zastrzyki a dziewczyny w trasę . I każdego dnia coś nowego . Ponownie szczyty w Kotorze i Lovcien . Były dzielne i dały popis ! Dwie imprezki przed sylwestrowe (na jednej obcinalismy moje włosy) , szybki skok do Ostróg i ... nadszedł ten dzień Sylwester . Planów nie było ale oczywiście nasi chłopcy zadbali o to by było gorąco . Budda , koncert ? Lepa Brena przy plaży na starym mieście . Oj tego wam nie opisze bo to tajemnica ale działo się działo . Kurtki w każdym bądź razie zostały na "asfalcie" Wracając do kwatery byłyśmy świadkami "prawie" wybuchającego samochodu - naszego zresztą :) No i czas się przebudzić ... i zaplanować podróż - plan przemyślany - podsumowując przemyślenia : "plan głupi" 1 stycznia nawet abstynenci leczą kaca , wyruszyliśmy o 18 . Jak na złość tego dnia zaczęło padać . Podgorica przywitała nas ulewa . Mimo wodoodpornych kurtek i butów przemokłyśmy . Początek nie zapowiadał się dobrze ale humor nas nie opuszczał . Złapałyśmy ... no nigdy się tak nie zdarzyło żeby trafić na zboczeńca na Bałkanach ... więc zamiast jechać do Belgradu 600 km postanowiłyśmy wysiąść przejeżdżając zaledwie 5 km . No ... więc zostało jeszcze 595 km stałyśmy w jakimś lesie na parkingu , ciemno , cicho , mokro , chłodno i do Beogradu ... wiadomo co ...
Ale jednak nie tak cicho , nadsłuchujemy odgłosów z dała , ciuch ciuch .
Pociąg, pociąg ! jedzie pociąg ... po niebie zakreca i jakby zblizal sie do nas , w górach bardzo wysoko , gór w ciemności nie było widać a pociąg i owszem . Widok niesamowity .
Coś jedzie , więc krzyczę "hartuj , hartuj" i obrazu dziewczynom z bananem na twarzy udaje się złapać pierwsze auto .
Ciężarówka - do Belgradu , to się nazywa szczęście .
A Po 20 km ŚNIEŻYCA , tir z dwora przyczepami chodzi od lewej do prawej jakby jeszcze niewytrzezwial , po lewej to dobrze bo skały ale po prawej kaniony te jedne z najwyższych na świecie.
I kiedy przerażenie sięgało maximum , kiedy już się żegnałam z bliskimi i byłam pewna ze to mój - nasz koniec , ciężarówka zaczeła buksować .
Kierowca walnął parę razy "pićku mater" i zaparkował się na poboczu .
I to właśnie była czarna D .Znowu , cicho , bardziej chłodno , coraz bardziej głodno ale do Belgradu bliżej . bo zaledwie 575 :)
Jest , jest po godzinie stania mamy 4 z kolei auto . 4 km ale dobre i to bo zawsze to do jakiegoś centrum ... z 4 domami na krzyz.
Okazuje się ze przejechaliśmy z nim coś nie co więcej na moje oko z 60 km , na stacje benzynową w Kolasin, sympatyczna Pani proponuje kawę i zaprasza abyśmy siadły
i odpoczęły . Nie zrobiłam łyka herbaty a tu następny się napatoczył , następny i następny aż do Biielo Polje . No a z Biielo Polje pieszki kanionami , górami przez śnieżyce , zawieruchy aż do granicy.
Byłyśmy złe na siebie , na świat i cholera wie co jeszcze ale były pozytywne tego strony , przysięgam ze widoków , dźwięków i zapachów nie zapomnę do końca życia .
Na granicy udaje nam się złapać stopa do prawdopodobnie Valievo , dziś już niepamietam bo spałam , a jak nie spałam to skupiałam się na suszeniu skarpetek a jak już wysuszyłam,
to poprosiłam kierowcę by się pilnie zatrzymał , nie zdążyłam wystawić prawej nogi z auta żeby puścić pawia .Jechałyśmy i jechałyśmy i .... jechałyśmy aż zrobiło się widno . Do Beogradu 2 auta . Z Beogradu starszy jakże miły Pan stukający się po głowie kiedy usłyszał nasze krótkie opowiastki .
Dodał ze jak miał nasze lata to pamięta ze inni też stukali się po głowie kiedy opowiadał im swoje przeżycia a i że jego syn też ma takie dziwne pomysły .
No i na bramkach za Beogradem w kierunku Zagrebia zatrzymują się nasi Aniołowie ze Splitu . Potrząsam głową i wierzyć mi się nie chce ze Chorvaci, że się zatrzymali ,
ąe puszczają maxymalnie ogrzewanie by wysuszyć nasze śmierdzące buty , skarpetki.
Mówią ze do granicy a jeśli zdążymy przeskoczyć szybciej granice niż oni to za granicą nas zabiorą . Więc biegniemy , biegniemy .
Za granicą jakiś Serb na Włoskich blachach proponuje podwózkę do Ljubljany ale dziękujemy i czekamy na cudownych Chorvatów . Po tym cudzie już nigdy nie powiem ze
Chorvacja to franca .
Zagreb , zatrzymujemy pomoc drogowa ,Dwóch młodych chłopców proponuje nam podwózkę do bramek na trasie
Ljubljana , ja ich proszę ze wcześniej jest na Maribor i o to nam dokładnie chodzi ale oni mądrzejsi mówią ze lepiej na Ljubljana a ja ze na Maribor .
Przy bramkach na Ljubljana nie wysiadam i mówię ze chce na bramki do Maribor , więc chcąc nie chcąc ustępują i wracają się ok 10 km na bramki do Maribor .
Z bramek do granicy Słoweńskiej z Turkami , z granicy pod Graz z innymi Turkami jedni i drudzy zadziwiająco posługiwali się Angielskim .
No i zaczęło się "czarna d" trzy może cztery godziny pod Graz . Tam dziewczyny skończyły resztkę Brandy i cudem złapałyśmy Austryjaka do Wiednia a raczej nieszczęśliwie parę kilometrów
przed Wiedeń . i tam jeszcze większą "czarna d" międzynarodówka : 35 % Bułgarów , 15 % Polaków 10% Słowaków 5 % Niemców 5 % Węgrów i cała reszta to rejestrację
których nawet nie mogłyśmy rozszyfrować BY to podobno Afryka gdzieś z południa . Polacy oczywiście " nie mieli miejsca " a mieli , niektórzy nawet trzy .
Niemcy Węgry i Bułgaria jechali w odwrotnym kierunku więc ich nie zaczepialiśmy . Siedzieliśmy na stacji pełnej zapachów , smakołyków , pierwszy raz w życiu widziałam
żeby na stacji była piekarnia , ciastkarnia , kilka restauracji i cafe barów . 6 bitych godzin . Udało się wyprosić starsze małżeństwo by zabrali Gosię do Zakopca bo
jej najbardziej się spieszyło . Rozstaliśmy się . Teraz o przeżycie walczyłyśmy tylko we dwie .
I nie zawsze sprawdza się powiedzenie "w stadzie łatwiej"
W tej samej chwili udało jej się zahaczyć Węgrów jadących uwaga ... do centrum Wiednia . Jedziemy szczęśliwe , ale zaraz , zaraz , co to ? Widzę tabliczkę Bratysława 39 km proszę Olgę żeby się upewniła czy oni na bank jadą do centrum Wiednia .
Odpowiadają z cała pewnością ze tak, ale ja widzę tabliczkę Bratysława 32 więc ponownie się upewniamy i ponownie odpowiadają ze 100% centrum Wiednia .Kiedy zobaczyłam Bratysława 19 wybuchłam śmiechem
co mogło się wydawać ze było to komentarzem na rozmowę dwójki Węgrów . Więc lekko się zawstydziłam i poprosiliśmy by wyrzucili nas jak tylko to będzie możliwe bo
nie chciałam zobaczyć tabliczki "Bratysława - Welcome " Zatrzymaliśmy drugie auto z Niemcami, jeden urodzony w Albanii ale słów Albańskich znałam więcej niż on .
Oni expresowo Wywieźli nas za Wiedeń na trase na Znojmo przez Stockerau . A tam para starszych Czechów na stacji , widać ze facet zdecydowanie odmawia ... więc lecę do jego żony
i czeskim zasuwam (z czeskiego to tylko jedno słowo padło : "Prosim") "No , ze stoimy tu już 7 godzin głowa boli zimno , głodno itd " kobiecina się zlitowała .
Rzucili wszystkie pyszności które wieźli z weekendu w Rumunii do bagażnika by zrobić nam miejsce . W Znojmo 5 km z wyjątkowym Panem . I za Znojmo do Brna para , facet z Chile i laska z Czech .
Jedziemy , jedziemy Olga popija najbardziej oryginalną Yerba Mate po czym koleś wyskakuje z tekstem po czesku ze oni ten samochód ukradli godzinę temu .Olga spanikowała ja nie , ale koleś powtarza , potwierdza , utwierdza . Zaczynam wierzyć , laska mówi ze będą musieli nas zabić , Olga już w ogóle wystraszona , ja zaczynam się śmiać .
Oczywiście nie ukradli tego auta i nie zabili nas ...
W Brnie miałyśmy się rozłączyć bo Olga miała jechac przez Olomouc , Cieszyn na Opole a mnie bliżej do Kudowy , gość z Chile chciał wywieźć mnie na wylotówkę do Svitav ale ze było już ciemno postanowiłam
złapać coś na Oloumoc a najlepiej na Cieszyn wtedy Olga pojechałaby do Cieszyna a ja odbiłabym na Hradec Kralove .
Było ok godziny 18 i coraz chłodniej , szczerze to nasze rękawiczki bluzy i
kurtki zaciągnięte na kciuka nie wiele pomagały , było przeraźliwie zimno i jak nigdy bez efektu . Namówiłam Olgę żebyśmy skończyły łapać na Olomouc i przeszły się na drugi zjazd czyli na Svitavy - zgodziła się ,
a tam Pały ! sorry za wyrażenie ale Policjantami nie można ich było nazwać - no ... , że 2 tyś koron że w Czechach autostop jest zabroniony , że coś, że nic i że mamy spadać , z podkulonymi ogonami i klapniętymi uszami
cofnęłyśmy się na główną do centrum . A propos tych policjantów pojawiających się z nikąd albo wyraźnie szukających stopowiczów w celu ich zgarnięcia , jak było w naszym przypadku w Austrii i Czechach to sprawa wygląda
tak ze kierowcy jadący , złoszczą się , przeszkadzamy im , jesteśmy zagrożeniem na drodze i w ogóle - dzwonią oni na policję i zgłaszają . W sumie oni myślą ze robią to dla naszego dobra ,
z drugiej strony patrząc może ubezpieczonego Pan Bóg strzeże i wszystko dzieje się bo takie jest przeznaczenie , może z dwojga złego ta policja to właśnie to dobro i może to szczęście w nieszczęściu .
Wracając do naszej podróży , już prawie w centrum łapie i myślę sobie ze nawet jeśli koleś będzie jechał 2 km to pakujemy się do niego bez dyskusji a później się coś wymusi , nigdy tak nie rozbiłam
wręcz odwrotnie jak ktoś chciał mnie podwieźć na wylotówkę 4 km dalej a jemu było nie po drodze to mówiłam "dobra, spoko ja się przejdę spacer dobrze mi zrobi a ty nie stracisz czasu i paliwa"
tak jak mówię tym razem desperacko miałam w planie wymusić i oczywiście tak było koleś mówi ze do centrum , no to pakujemy się i jedziemy , mówię ze nam najlepiej na trasę na Svitavy- on - ze tam nie jedzie -
ja - ze przecież nie może mnie tak tu w centrum wyrzucić . Dwa piski opon kilka świateł parę przecznic i byłyśmy na wylotówce .
I tam się zaczął prawdziwy koszmar . Olga wyjęła śpiwór nakrywała siebie i próbowała mnie , prosiła by wrócić się do jakiegoś hotelu w centrum że zapłaci , że w ogóle to jest dobry pomysł . A ja porostu nigdy w życiu
od 11 lat nie zrezygnowałam ze stopa więc w ogóle pomysł fajny ale nie dla mnie !
Chciałam zaoszczędzić nam czas wracając się do centrum o 21 szukając hotelu do 23 idąc spać po północy , obudzić się o 9 , w Polsce byc na 13 ona w domu późnym wieczorem a rano do pracy ja mam lajt ale Ona raczej poważna pracę wykonuje.
Poza tym zaoszczędzić kasę i dalej mieć możliwość powtarzania "ja ze stopa nigdy nie zeszłam" Ale jak mówiłam tam był koszmar !!
Chciałam oddalić się od centrum by Oldze wybić pomysł z hotelem i możliwe że wyjść jeszcze w lepsze miejsce na stopowanie .
Miałyśmy dobre miejsce , auta zwalniały , tablica była jedna "Svitavy" i nic poza tym i spory parking gdzie mogli się zatrzymywać . A nieeee bo idąc dalej było jeszcze
jedne centrum, 3 dzielnice 2 wioski 8 rozjazdów ,zero pobocza , jezdnia murek a za murkiem tramwaje jadące z prędkością światła i mróz , mróz -12 !
Miałam na sumieniu to ze ja wyciągnęłam i naraziłam na niebezpieczeństwo . Mogłyśmy sobie wybrać śmierć albo auto albo tramwaj .
Po 2 ciężkich godzinach złapałyśmy ... i wierzyć się nie chciało w takiej chwili czujesz się jakbyś wygrał co najmniej 5 w lotto ! Jedziemy ... Gdzie ? do następnej wioski - dobre i to - w następnej wiosce złapałyśmy ...
do następnej wioski a w następnej ... itd z charakterystycznych osób było jedno małżeństwo (chyba, bo tak wyglądali, tylko nie pytajcie mnie po czym poznaje ze "oni" są małżeństwem)
Czeska bardzo miła , śliczna subtelna jak nie Czeszka , On zaskoczył mnie klasa,kultura jazdy , niesamowicie opanowany , na koniec mu pogratulowałam . Współczuli nam , mówili ze nie wytrzymamy
stojąc na dworze 10 a nawet 5 min . staliśmy jakieś 3min na głównej w połowie Olomouc - Hradec - Praga .Zatrzymał się znudzony Słowak , opowiadał o rodzinie, pracy , tym ze jeździł na autobusach , że tam mniej płacą,
ale ze woli autobusy i niedługo wróci . Olga przytrolila a ja z wdzięczności postanowiłam rozmawiać z nim o wszystkim i niczym bo jak się nie śpi 3 doby to co można mądrego mówić ?
Wysiadłyśmy za Hradcem przed rondem na Nachod 200 metrów , kierowca robił pause - powiedział że jak nie złapiemy a zmarzniemy to możemy wrócić i przespać się do rana .
Ale będąc 70 km od domu ?? Nie zrezygnowałyśmy w Brnie więc pomysł powrotu do cieplej kabiny ... byl ... haha ha , NIE !
Stalysmy może 10 min i ...
wyczekiwany już w Graz ... Polak jak miło
móc powiedzieć to co się czuje ... " dziękujemy serdecznie "
Na granicy po 23 . gorąca czekolada na StatOil i hod-dog , a nawet dwa , tak noooormalnieje za złoooootówki .
Na koniec dostałyśmy od kierowcy pomarańcze z Sycylii do kompletu , tak żeby te z Montenegro więcej nie czuły się samotne !
Zakończyliśmy podróż ... można powiedzieć ze szczęśliwie , bo byłyśmy całe i zdrowe a to przecież najważniejsze byśmy wracali i byli zdrowi.
Ta trasę zrobiłam nie raz zazwyczaj kończyła się średnio po 35 godzinach a nawet 28 , miałam różne przygody i miłe wspomnienia zwłaszcza z dwoma Michałami ktorzy sa znami na autostopem.net .
Ale postanowiłam napisać artykuł ze względu iż podróż różniła się, była dużo dłuższą , i miała minusowa temperaturę . O wiele cięższa od pozostałych ,
dziewczyny wykazały się nadzwyczajna wytrzymałością . Byłyśmy trzy , czy wiecie co to znaczy ? trzy kobiety ? każda z nas miała inne doświadczenia ,
byłyśmy zmęczone i przemarznięte , różnie mogło się to skończyc ! Jestem dumna z siebie i z moich koleżanek , gratuluję podróży i dziękuję za wspólnie spędzony czas świąteczny i
sylwestrowy , za wspieranie się nawzajem i naukę . ... vidimo se - jun - Durmotor