I Ogólnopolski Zlot Autostopowiczów
„Czy wiatr zawsze wieje ci w oczy? Tak, aż do samego końca. Czy całodniowa podróż trwa cały dzień? Od rana od wieczora, mój przyjacielu.”
Christina Georgina Rossetti (1830-1894)
Hosting sponsoruje alpha.pl:
21 marca 2009 r., autor: optimist7
Po wylądowaniu w Kerry Airport i przejściu odprawy, której najbardziej się obawiałem ze względu na swój dowód - a która odbyła się najszybciej ze wszystkich poprzednich - pojechaliśmy stopem w kierunku hrabstwa Clare...
==> Artykuł dostępny też na mojej stronie - www.optimist7.info
Jednak hrabstwo Kerry, przez które musieliśmy przejechać, znane jest w Irlandii z bardzo 'specyficznego' akcentu, posiadanego przez jego mieszkańców. Są to w większości farmerzy, którzy mówiąc szybko sprawiają wrażenie, jakby używali staroceltyckiego języka Irish Gaelic - w rzeczywistości mówiąc po angielsku :) Nierzadko więc po prostu usmiechaliśmy się do naszych kierowców i kiwaliśmy głowami, aby nie sprawiać wrażenia kompletnych ignorantów, nic nie rozumiejąc z ich opowieści.
Jadąc przez Kerry poznaliśmy wiele ciekawych osób: wspomnianego farmera o niezrozumiałym akcencie; młodego Rosjanina, z którym szybko przeszedłem na mowę ojczystą, po czym kolega Maciek zasnął; DJ'a lokalnej dyskoteki, podwożącego nas sportową 6-cio biegową Toyotą Levin - Japończycy zaprojektowali tylne siedzenie raczej dla filigranowej blondynki z małą torebką, niż dla Maćka ze 100-litrowym plecakiem; głównego menedżera Excel Ireland, który zabrał nas na piwo, przedstawił swoim znajomym i rodzinie, poczęstował obiadem i zawiózł dalej, niż sam jechał. Cóż, taka normalność ludzkiego podejścia może szokować osoby wychowane w Polsce..
Gdy dojechaliśmy do Ennis, postanowiliśmy zalogować się do hostelu. W Ennis jest słynny hostel - The Abbey Tourist - który mieści się nad rzeczką. Efekt tego taki, że jedząc śniadanie można podziwiać pływające bezpośrednio za oknem kuchni kaczki.
W hostelu poznaliśmy innych "łowców skarbów", którzy przyjechali tu w większości z Polski. Tutaj postanowiliśmy się rozdzielić. Ja, nauczony doświadczeniem z zeszłego roku, postanowiłem omijać miasta mając niecałe 80 Euro w kieszeni, Maciek postanowił pozostać w Ennis i szukać tu pracy - co mu się później udało.
Następnego ranka wyszedłem na jezdnię. Moim celem było Clifden - malownicze miasteczko na północy hrabstwa Galway, gdzie pracował inny mój znajomy - Tomek. Znalazł pracę w B&B, więc miał zapewnione mieszkanie - ja chciałem natomiast pożyczyć jego namiot. Wtedy koszty legalnego noclegu spadały z 16 do 8 Euro, co przy moim skromnym funduszu robiło sporą różnicę.
Po krótkiej chwili zatrzymuje się pierwszy samochód. Sarah, jadąca ze swoim kilkuletnim synem, mówi, że może mnie podrzucić jakieś 2/3 drogi. Nie widzę lepiej. Zaczynamy rozmawiać i od słowa do słowa dowiaduję się, że parę dni temu poznali ekipę filmową, która kręci film na Achill Island - wyspie z niesamowitą scenerią na północno-zachodnim krańcu Irlandii. Okazuje się, że wiele filmów jest tu kreconych właśnie w takich miejscach - powodem jest brak przewodów wysokiego napięcia, więc krajobraz wygląda jak setki lat temu.
Sarah i Kieran jadą zagrać statystów w filmie dla dzieci The Secrets of The Cave. Wtrącam pół żartem, że w sumie też szukam pracy i chętnie bym zagrał w filmie. W odpowiedzi Sarah daje mi wizytówkę reżysera i mówi "zadzwoń i zapytaj, może jeszcze kogoś potrzebują". Niewiele myśląc, tak właśnie robię. Miły gość po drugiej stronie pyta, czy mam czarną koszulkę. Odpowiadam, że mam ze sobą całą masę takich koszulek i dostaję swoją pierwszą rolę w filmie.
Gdy przyjeżdżamy na miejsce zaczyna padać, więc dostaję kurtke przeciwdeszczową (czarną), więc koszulka nie jest już warunkiem zatrudnienia. Odgrywamy kilka scenek, a Kieran dostaje nawet mały epizod, dzięki czemu będzie wymieniony z imienia i nazwiska w napisach koncowych. Po pięciu godzinach zdjęć inkasujemy po 30 Euro i szczęśliwi wracamy do domu. Na Achill jedzie się kawałek, więc spędzamy kolejnych parę godzin w samochodzie rozmawiając o życiu. Kieran zasypia na tylnym siedzeniu. Sarah mieszka w Shannon, więc przejeżdża przez Ennis, gdzie zostawia mnie pod hostelem około pierwszej w nocy. Żegnamy się, jakbyśmy się znali kilka lat i wymieniamy kontaktami. Dwa miesiące później Sarah przyjedzie na moje urodziny. W hostelu trafiam prosto na wielonarodową imprezę i opowiadam zaskoczonej reszcie o mojej przygodzie. Tak kończy się mój drugi dzień w Irlandii tego lata.
==> Artykuł dostępny też na mojej stronie - www.optimist7.info