Cytat dnia

„Czy wiatr zawsze wieje ci w oczy? Tak, aż do samego końca. Czy całodniowa podróż trwa cały dzień? Od rana od wieczora, mój przyjacielu.”
Christina Georgina Rossetti (1830-1894)

Lwów - przewodnik
Sponsor

Hosting sponsoruje alpha.pl:

Przyjaciele

Taka jest Warszawa. Serwis o życiu w Warszawie.

Poezja, wiersze.

Brasov

3 listopada 2009 r., autor: firebishop

Braszów to miejsce godne uwagi otoczone stromymi, zielonymi górami. Na jednej z nich są ogromne białe litery z nazwą miasta, zupełnie jak w Hollywood. Spacerując po starówce czuć historię.

Niektórym Rumunia ciągle kojarzy się z biedą i Cyganami. To fakt, my Polacy jesteśmy trochę bogatsi, ale biorąc pod uwagę życzliwość i zaradność Rumunów wszystko może się odwrócić. Z kolei Cyganie to niepokorny naród, ciężko policzyć czy więcej ich w Rumunii, Węgrzech, na Słowacji, czy w Polsce.

Po spędzeniu jedynej na tej wyprawie nocy na kempingu idziemy przejść się po Braszowie. W centrum oglądamy zabytkowe kamieniczki i przepiękny park. Parki z fontannami i kolorowymi kwiatami są specjalnością rumuńskich miast. Można w nich odpocząć, zjeść kanapki i słonecznik przed dalszą drogą.

Nas najbardziej ciekawi galeria sztuki, w końcu przed Johnem artystyczne studia. Znajdujemy ją przypadkiem, wchodzimy przez bramę do środka i oglądamy obrazy. Są różne, ludzie, pejzaże, przyroda. Mi najbardziej podoba się taki w czarno-czerwono-białych kolorach, przedstawiający cyrkowca. Kawałek ściany dalej jest wystawa z aktami rumuńskiej artystki, nie zapamiętuje nazwiska, wiem tylko, ze ma na imię Veronica.

Jej akty przedstawiają kobiety subtelne, o długich kręconych włosach. Z kawałkiem bielizny, albo całe nagie okryte jesiennymi barwami. Takie w tonacji zielonej, żółtej, wrzosowej, jeden kolor przechodzący w drugi, których nie potrafię fachowo nazwać. Mają w sobie dużo mądrości i i ciała oświetlone jak październikowa alejka cała w barwnych liściach. Piękne, nieodkryte rumuńskie księżniczki.

Chyba trochę się zapatrzyłem, bo John spogląda na mnie i obiecuje, że po powrocie namaluje mi taki akt. Mam go sobie powiesić w pokoju nad łóżkiem. Świetny pomysł, będzie pasować do bajkowego rysunku czarodzieja mojej siostry i mapy świata.

Dzień szybko mija, dopiero o zachodzie słońca zaczynamy łapać stopa. Mijają ze dwie godziny i dalej nic się nie zatrzymuje. Robi się zimno, idziemy kawałek dalej i rozbijamy namiot na trawie. Jesteśmy niedaleko stacji benzynowej, rano nie będziemy musieli daleko szukać miejsca, żeby wyruszyć w dalszą autostopową wędrówkę.


Wrzesień 2009