„Jak wszyscy wielcy podróżnicy, widziałem więcej niż pamiętam i pamiętam więcej niż widziałem.”
Benjamin Disraeli (1804-1881)
Hosting sponsoruje LaoHost.pl.
14 listopada 2010 r., autor: szczeki
Po kilku latach od rozpoczęcia przygody z autostopem trafiłem na studia. Tam zapytano mnie o zdanie na temat filozoficznych aspektów podróży. Oto efekt moich przemyśleń skoncentrowany w krótkim tekście.
Zamiast wstępu przytoczę cytat z książki „Sztuka podróżowania” Jacka Pałkiewicza. Autor publikacji jest jednym z ostatnich czynnych eksploratorów. To właśnie jego ekspedycja podążyła w głąb dżungli w poszukiwaniu źródeł królowej rzek. I to właśnie dzięki badaniom tam poczynionym rozwiano wszelkie wątpliwości co do źródeł Amazonki. Co zostało oficjalne uznane m.in. przez rząd Peru i Królewskie Towarzystwo Geograficzne w Londynie uznając jedną z ostatnich zagadek świata za rozwiązaną przez polaka. Przytaczając słowa największego autorytetu ostatnich lat w kwestii peregrynacji pragnę rozpocząć swe przemyślenia.
"Swego czasu zupełnie nieoczekiwanie odkryłem, jak bardzo stare jest słowo „podróżować”. Angielski termin travel pochodzi od francuskiego czasownika travailler, czyli pracować, trudzić się, co z kolei ma korzenie łacińskie i oznacza trójzębne widły używane kiedyś jako narzędzie tortury. Tak więc podróżowanie było synonimem podjęcia czegoś ekstremalnie nieprzyjemnego. Dla średniowiecznych pielgrzymów bez wątpienia oznaczało to dolegliwości czy mękę".
Skonfrontujmy to z współczesnym ruchem turystycznym jaki występuje w Europie. Klimatyzowane autokary, szybkie i wygodne pociągi (abstrahując od naszego PKP), pojawiające się kolejne autostrady umożliwiające sprawny i płynny przejazd. Dorzucając do tego loty za grosze, które przenoszą nas na drugi koniec kontynentu w czasie porównywalnym do przejazdu autobusem przez większe miasto w szczycie. Gdzie zatem związek z genezą słowa „podróż”? Nawet pielgrzymi maszerujący licznie co roku do Czarnej Madonny na Jasnej Górze mają wsparcie wozów transportujących ich bagaże oraz oferując pomoc żywieniową i medyczną praktycznie w każdej chwili. Może zdarzają się jeszcze pątnicy gotowi podjąć trudy jak bohater powieści „Pielgrzym” Paula Coelho. Może? Nie znam jednak historii ani nawet pogłosek, które by na to wskazywały.
Znam jednak dobrze myśli i wrażliwość tych, którzy mimo licznych udogodnień na wyciągnięcie ręki pragną można by rzec na siłę sięgać do korzeni. Próbują zrozumieć świat, który ich otacza i którego są częścią poprzez wgląd w głąb siebie samych szukając wszelkich wyjaśnień nie w wierze czy wiedzy pisanej a tajemnicy zawartej gdzieś w ludzkiej naturze. Tę natomiast poznamy tylko, gdy wystawimy ją na próbę… próbę podróży będącej wielokrotnie przyjemnej jak trójzębne narzędzie tortury depczące po piętach każdego kolejnego dnia włóczęgi.
Autostopowicze, to właśnie o nich mowa. Każdego dnia w roku niezależnie od warunków pogodowych i szerokości geograficznej możemy spotkać na poboczu lub przydrożnej stacji współczesnych wędrowców. Co ich skłania do podróży za jeden uśmiech? Czy rozchodzi się o darmowy transport umożliwiający przemieszczanie się bez grosza praktycznie po całym świecie? Czy tak naprawdę chodzi o pieniądze? Z pewnością ma to znaczenie. Co jednak odgrywa decydującą rolę?
„Auć! Znów te kłujące krzaki. Przebijam się niezgrabnie przez zasieki ku asfaltowi. O… co jest grane? Nie! Obsuwam się razem z piaszczystym gruntem w dół. Dwa kroki w przód, jeden w tył. Na szczęście to tylko kilka metrów. W końcu jestem na wymarzonej bitumicznej masie. Oczy kierują się wzdłuż linii zabudowań w prawo; kierując mym spojrzeniem wstecz. Tak, wiem. My ludzie cywilizacji myślimy, że prawdziwe podróże zniknęły wraz z urbanizacją i wszechobecnym rozwojem. Rzeczywistość jednak nie jest do końca taka oczywista. Ken Welsh rzekł „Autostop jest wspaniałym doświadczeniem, niekończącymi się wydarzeniami i nieznanymi okolicznościami, które przyczyniają się, z mała dozą szczęścia, do wspominania czym jest prawdziwe podróżowanie”. Chwała mu za to, że potrafił zebrać te miliony myśli, uczuć i przeżyć w tak krótkim zdaniu, które bliskie jest swym przesłaniem myśli idealnej”.
Fragment ten pochodzi z artykułu, który napisałem po wycieczce do Kopenhagi. Miałem wtedy dwadzieścia lat i była to moja druga samotna podróż okazją poza granice Polski. Celem tego tekstu jest jednak zwrócenie uwagi na filozoficzne aspekty podróży. Czym one są? Myślę, że namiastkę tego tłumaczą kolejne zdania moich wypocin.
„Może kiedyś luksusowe hotele będą mnie gościć, ale nie dziś, jeszcze nie dziś, ani nie jutro. Ostatni rzut oka na Mój Wielogwiazdkowy Dom. (Na szczęście bez określonej doby hotelowej). Czuję w głębi serca ogromne zadowolenie. Szczęście po bezpiecznie przeżytej dobie napawa mnie optymizmem. Nie znałem dokładnie swej trasy, nie znałem miejsca swego noclegu, nie wiedziałem kogo spotkam. Tak naprawdę nie wiedziałem czy spotkam kogokolwiek, czy dobrnę do jakiegokolwiek noclegu. Noclegu, który da mi uczucie swobody i osoby, która pozwoli mi skorzystać z mojego prawa wyboru drogi. Udało się. Z trudem, ale jednak! Konkretne daty i godziny są mi obce, wskazówki zegarów obracają się jakby w innym tempie. W sumie to wcale się nie obracają. Słońce wyznacza mi czas, tylko ono określa ramy mojej aktywności. Zegar natury pochłania mnie w całości. Pośpiech na pociąg, stres przed rozmową z pilotem wycieczki, obawa przed niekończącymi się i nużącymi opowieściami przewodnika biura podróży czy strach przed odprawą są mi dalekie. Mam swoje zmartwienia, nieco innego charakteru. Bardziej przyziemne… można by powiedzieć „problemy natury egzystencjalnej”, które dotykają mnie w identyczny sposób jak dawnych kupców i najemników. W całkowicie innych warunkach, a jednak wzbudzają te same uczucia i obawę… przed nieznanym jutrem, przypadkowymi ludźmi, wyziębieniem, pragnieniem. Wszystko to jakby odległe w naszym codziennym życiu, a jednak istnieje i daje o sobie znać”.
Słowo filozofia znaczy mniej więcej tyle, co „umiłowanie mądrości”. Gdzie zatem znajduje się ta „mądrość”? W książkach, Internecie, telewizji? W wodzie, skałach? Może w roślinach lub zwierzętach? Otóż nie. Wszystko powyższe jest nośnikiem informacji o świecie i inspiracją do pobudzania wyobraźni. Mądrość jednak jest czymś, co żyje w nas. W naszych umysłach. Wyciągając kciuka zamiast vouchera w celu odbycia podróży porzucamy bezpieczeństwo i ochronną tarczę przemysłu turystycznego. Zderzamy się z ludźmi i rzeczywistością wielokrotnie ukrywaną sztuczną otoczką przez branżę, która czerpie zyski z rządzy przyjezdnych odnośnie posiadania coraz to większej kolekcji zdjęć pocztówkowych. Wybierając się „na własną rękę” wybieramy prawdziwe dania, zamiast kotleta odgrzewanego w mikrofalówce. W naszych umysłach tworzy się światopogląd i życiowe idee na podstawie naszych niepowtarzalnych doświadczeń. Takich, których nawet nie da się naśladować (choćby w daleki do podobieństwa sposób), bowiem spotykające nas sytuacje są dziełem przypadku a nie wynikiem wyreżyserowanej gry zawartej w ramowym planie wycieczki.
Autostopowicze wielokrotnie starają się być nieco na uboczu głównego nurtu przemysłu turystycznego jak i masowego światopoglądu. Starają się odkrywać znane atrakcje (będące elementem całego świata) w indywidualny sposób co stawia ich w świetle empiryzmu odpowiedzialnego za wyrafinowane postrzeganie świata i wyrabianie własnego zdania na temat rzeczywistości. Dzięki doznaniom zmysłowym kreują subiektywne postrzeganie świata w sposób według nich prawidłowy - będący idealnym odzwierciedleniem faktycznego stanu rzeczy. Tworzy to indywidualności, które chcąc tego bądź nie stają się członkami grupy-społeczności zjednoczonej dzięki filozofii życia manifestowanej poprzez podróże autostopowe. Jednym elementem z powszechnie znanych czynników związanych z omawianym zagadnieniem są czynniki ekonomiczne. Odmawiając opłaty za podróż rezygnujemy z produktu, który jest zunifikowany w skali światowej i rządzi się tymi samymi prawami niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Będąc tego świadomymi autostopowicze z premedytacją i zachłannością wręcz polują na korzyści jakie niosą za sobą filozoficzne aspekty podróży.
Są to wartości, które istnieją w opozycji do materializmu i stanowią swoiste zaprzeczenie potrzeb masowego odbiorcy. Ujawniają się jednak w każdej jednostce społecznej. Problem tkwi w tym, że tylko niewielu posiada na tyle odwagi i determinacji aby po nie sięgnąć. Są to potrzeby mogłoby się wydawać wykraczające poza hierarchię wskazaną przez Abrahama Maslowa mające jednak sporo wspólnego z potrzebą samorealizacji i co ciekawe potrzebą szacunku i uznania własnej osoby przez samego siebie.
Podstawą tych wartości jest wolność, czyli swoboda podejmowania decyzji współcześnie ograniczona przez nasze obowiązki m.in. wobec prawa. Najmocniejszy wpływ na te ograniczenia ma jednak społeczeństwo, które wymusza na nas stosowanie się do kanonów kultury poprzez wywiązywanie się np. z roli pracownika, rodzica, ucznia, sąsiada, nawet turysty (który mimo wszystko jest skazany na życie w grupie). Wszystko to sprawia, iż rosną nasze potrzeby odizolowania się od codziennego środowiska. Wybierając się w podróż autostopem wyzbywamy się ograniczeń, na które przystają osoby wyjeżdżający na wypoczynek zorganizowany (miejsce noclegu, czas pobytu, z góry narzucony plan). Jedynym warunkiem, na który godzi się autostopowicz wydaje się być kulturalne zachowanie, które jest świadomym wyrzeczeniem na rzecz filozoficznych aspektów podróży i korzyści z nimi płynących jakich można dzięki temu doznać, są to m. in. :
- Absolutna wolność słowa. Brak zrozumienia był częstą przypadłością dotykającą wielu filozofów. W rozmowie z kierowcą rozprężają się nasze ograniczenia, możemy mówić o sprawach, które na co dzień wielu osobom nawet myślenie o nich sprawia problem. Dodatkowo mamy duże prawdopodobieństwo, że nikt z naszego otoczenia nie dowie się o czymś, co siedzi nam w głowie – możemy dać upust czemuś co nas gnębi i nie możemy tego w codziennym środowisku manifestować.
- Dowolność wyboru drogi. Rytm wyznaczany przez naturę i los porywają wędrowca, tylko wtedy gdy ten otwarty jest na nowe wyzwania i zmienność planów wedle przydarzających się sytuacji. Daje to sporą inspirację do codzienności. Bojaźliwe społeczeństwo ogranicza swój rozwój i nas, często wywierając presję. W życiu trudno się sprzeciwiać planom narzuconym odgórnie, tu uczymy się jak podejmować odważne decyzję, to tu mamy okazję sprawdzić z jakimi skutkami wiąże się zmiana planów.
- Głębsza wrażliwość na świat. Możemy godzinami patrzeć na pasy poziome na jezdni szukając w nich rytmu i romantyzmu drogi. Zaczynamy doceniać łyk wody od kierowcy po wielu godzinach spędzonych w upalnym słońcu. Umycie stóp często z codziennej czynności wzbija się do rangi wymarzonego prezentu na gwiazdkę.
- Poznawanie własnych granic. Przejście przez ziejącą grozą dzielnicę w środku nocy. Rozmowa z osobą, która wydawałoby się niekoniecznie chce pomóc ale jest jedyną postacią w promieniu wielu kilometrów. Spanie w krzakach, przydomowych ogródkach czy na ławkach w parku. Wszystko to ujawnia nasze blokady i przenosi je o krok dalej.
- Uległość kaprysom. Ileż to razy wolelibyśmy odpuścić golenie, obcinanie paznokci czy czesanie i ileż to razy podejmujemy się tego mimo naszych szczerych niechęci. Duży plecak jest międzynarodowym symbolem mówiącym „to ja, człowiek który porzucił napompowane na siłę wartości dla lepszego poznania siebie samego i świata”.
Aspekty te można by wymieniać bez końca. W trakcie tego rodzaju peregrynacji dają o sobie znać znakomicie, bowiem wszelkie kontakty są chwilowe i nie mają powiązania z naszą codziennością (jak np. turysta z twojego turnusu mieszkający niedaleko twojego miejsca pracy). Wszystko to sprowadza się do jednego słowa „wolność”. Wolność absolutna nie istnieje, choćby dlatego, że aby przeżyć musimy jeść i pić i jesteśmy od tego zależni. Jednak żyjemy w świecie pełnym ograniczeń, poczucia wstydu i przyzwoitości. Wyrośliśmy w nich i tak trwamy. Podróżowanie nawiązujące w swym stylu do genezy tego słowa pozwala nam wyzbyć się blokad i dotrzeć do naszego jestestwa, aby lepiej zrozumieć świat i samego siebie. Dzięki podejmowaniu wyzwań tego typu życie staje się bardziej zrozumiałe. Od swych narodzin stawiamy pytania. Na wiele z nich od nikogo nie uzyskujemy odpowiedzi. Bowiem wszelkie odpowiedzi rodzą się dokładnie w tym samym miejscu co pytania. Wyłącznie przez oddanie się losowi i siłom natury jesteśmy w stanie doświadczyć patosu podróży. Rezygnacja z udogodnień i potrzeb wygenerowanych przez waluto żerne społeczeństwo zrzuca z naszych barków ciężar jakim są wszelkie blokady zakorzenione w naszych umysłach. Umysłem działającym jest tylko umysł otwarty. Jesteśmy w stanie zrozumieć wiele, jeżeli tylko zbierzemy w sobie siłę i przekształcimy ją w odwagę, która poprowadzi nas do źródeł wyższej siły z której zostaliśmy stworzeni.
Dzięki podróży, która trwa stosunkowo krótko jesteśmy w stanie uwolnić się od ciężarów codzienności. Patrząc na to z szerszej perspektywy jeżeli wykorzystamy wiedzę zdobytą właśnie tam, będzie nam łatwiej przebyć podróż jaką jest życie. Świat jest pełen pozornych udogodnień, które ciągną ze sobą obowiązki i wyrzeczenia (samochód, telefon, jedzenie w restauracjach). Jeżeli będziemy potrafili podejmować trudne decyzje i czasem wybierać niekoniecznie proste drogi, wtedy poczujemy namiastkę utopijnej wolności. Życie w zgodzie ze sobą jest odpowiedzią na wszystkie pytania. Jednak aby poznać siebie samego, należy wystawić „tę istotę” na próbę jaką niewątpliwie jest podróż autostopem.
Szczęki Słoneczny