Cytat dnia

„Podróże są diabelskim wynalazkiem człowieka, który pod względem nieprzyjemności, zmęczenia, niebezpieczeństw, utraty czasu, szarpaniny nerwowej da się porównać tylko z pobytem na wojnie.”
Henri Millon Montherlant (1896-1973)

Autostopowicz

Lało.
Stał na poboczu i zupełnie bez przekonania machał na przejeżdżające samochody. Te mijały go chlapiąc wokoło wodą. On sprawiał wrażenie, że wcale go to nie obchodzi. Wydawało się, że w ogóle nie pasuje do tego miejsca, że nie jest z tego świata i macha tylko od niechcenia.
Tak właśnie dostrzegał go Sylwek gdy zatrzymywał swoją ciężarówkę. To było nieludzki zostawiać kogoś na takim deszczu. Nieznajomy złapał za klamkę i otworzył drzwi z taką delikatnością jakby miał do czynienia z czymś bardzo kruchym i nieznanym. Zajrzał ostrożnie do środka, uśmiechnął się niepewnie do Sylwka. Wsiadł i zatrzasnął delikatnie drzwi.
- Ale leje - zagaił do nieznajomego Sylwek.
- Tak - powiedział autostopowicz, tak spokojnie, jakby to nie on stał na deszczu przez ostatnią godzinę. Zresztą wyglądał jakby ledwie zmókł, było w nim coś dziwnego.
Był ubrany na czarno, miał bladą, jakby niezdrową cerę. Czarne proste włosy i czarne, ogromne oczy. Wyglądał z nich jakiś dziwny smutek i zmęczenie. Nie fizyczne, ale duchowe, już na pierwszy rzut oka widać było, że cierpi i że nie można mu pomóc.
Sylwek bez słowa, pchnięty dziwnym impulsem wrzucił jedynkę, i spoglądając we wsteczne lusterko włączył się do ruchu. Nie zapytał nawet jak nieznajomy ma na imię.
Jechali przez jakiś czas w kompletnym milczeniu. Nieznajomy z lekkim zaciekawieniem obserwował równomierną pracę wycieraczek zgarniających z szyby kolejne krople wody.
- Dokąd zmierzasz? - nie wytrzymał wreszcie Sylwek.
- Tam gdzie ty, daleko - odpowiedział spokojnie nieznajomy, nie zastanawiając się praktycznie nad odpowiedzią - bardzo daleko - zakończył. Uśmiechnął się delikatnie, ale nie był to uśmiech radosny, wyrażał raczej współczucie - ale z drugiej strony, bo bardzo blisko.
Kierowca przez chwilkę rozważał słowa swego nadplanowego pasażera, a potem rzekł:
- Ja jestem Sylwek.
- Wiem - powiedział momentalnie nieznajomy - miło mi.
- Skąd wiesz?
- Tu jest tak napisane - nieznajomy wskazał na papiery przewozowe.
- No tak - uśmiechnął się Sylwek - a ty? Nie przedstawisz się?
- Nie ma takiej potrzeby - autostopowicz wykrzywił delikatnie kąciki ust.
Znów jechali w milczeniu, Sylwek sam się sobie dziwił, że jeszcze nie wyrzucił tego wariata. Przecież on sprawiał wrażenie żywego trupa. I to w dodatku trupa bardzo pewnego siebie.
- Więc - zaczął kierowca - dokąd mam cię podwieźć?
- Miły jesteś, zwykle nikt mi takich rzeczy nie proponuje, a po prostu ucieka ode mnie - zrobił przerwę, która trwała niespokojnie długo, ale nie na tyle, by się wtrącić
- To może zabrzmi dziwnie - rzekł spokojnie mężczyzna w czerni precyzyjnie wymawiając każde słowo - ale, to ja podwożę ciebie.
Oczy nieznajomego zabłysły delikatnie. Uśmiechnął się, trochę odważniej. Sylwek zrozumiał i też zdobył się na niepewny uśmiech. Ciężarówka nagle skręciła i z potwornym chrobotem zgniatanego metalu, uderzyła w przydrożne drzewo, strząsając na ziemie krucze gniazdo.

Opowiadanie pochodzi ze strony: www.sick.tawerna.art.pl

Autostopowicze - duchy

Spotkanie z duchem-autostopowiczem należy chyba do najdziwniejszych przypadków kontaktów człowieka z duchami. Typowy schemat dla takiego wydarzenia to kierowca, poruszający się samochodem zabiera autostopowicza, który podczas jazdy znika. Kierowca próbując ustalić, co się stało, dowiaduje się, że jego nie pierwszego spotkała taka przygoda i, że miał do czynienia z duchem już dawno zmarłej osoby, która co jakiś czas powraca z zaświatów i próbuje dostać się do domu... w większości przypadków kierowcą jest mężczyzna, a duchem piękna kobieta ubrana na biało.
Ogólnie rzecz ujmując zjawisko autostopowicza-ducha nie jest brane na poważnie z uwagi, że bardziej traktowane jest jako legenda, opowiadanie, która w różnych częściach świata przybiera inną formę i treść zależnie od epoki, w której się pojawia, ale ogólnie sprowadza się do tego samego. I tak np. wersja amerykańska mówi o mężczyźnie jadącym na koniu, tuż po północy przez cmentarz, który spotyka piękną i młodą, przerażoną dziewczynę, która prosi go o podwiezienie do domu. Gdy docierają pod wskazany adres, chłopak orientuje się, że kobieta jest martwa. Rodzina już czeka aby odwieźć ciało z powrotem na cmentarz, jak co roku w rocznicę śmierci... prawda, że ciekawe?
Natomiast w chińskiej wersji występuje mała zapłakana dziewczynka, która nieoczekiwanie pojawia się na drodze. Twierdzi, że się zgubiła i prosi, aby ją odprowadzić do rodziców. Wkrótce potem w drodze znika a pod wskazanym adresem okazuje się, że dziewczynka już dawno nie żyje, zginęła w wypadku w miejscu gdzie się pojawiła i często próbuje powrócić do domu... właśnie w taki sposób.
Jeśli rzeczywiście uznać to zjawisko tylko za fałsz, czystą fantastykę jak wytłumaczyć, że owy duch autostopowicz pozostawia po sobie materialne ślady? Mam tutaj na myśli fakt gdy zaraz po dematerializacji kierowca zauważa zapięty pas, czy też pozostawioną chustkę, sweter czy jakikolwiek inny przedmiot? Co ciekawe czasem z samochodu giną różne przedmioty, które później odnajdują się na nagrobku owej zmarłej osoby!
Do jednego z najciekawszych przypadków kontaktu z duchem autostopowiczem należy to, które wydarzyło się w RPA w 1978 roku. Devin van Jaarsveld jadąc późną wieczorem motocyklem drogą zobaczył stojącą na poboczu młodą kobietę. Zaproponował, że ją podwiezie do najbliższej miejscowości. Dziewczyna nic nie odpowiedziała, po czym wsiadła na motor. Devin dał jej kask. W pewnym momencie po przejechaniu blisko 20 kilometrów wpadli w dziurę. Chłopak zatrzymał motocykl, aby sprawdzić, co się stało. Ku swojemu zdumieniu stwierdził, że dziewczyna zniknęła. Kask był przypięty do siodełka...
Dokładnie dwa lata później inny motocyklista jadąc tą samą trasą, w miejscu w którym Devin spotkał kobietę-widmo, nagle poczuł, że ktoś siedzi za nim na siedzeniu motocykla! Dziwna postać zapukała w jego kask... przerażony Andre dodał gazu i "zgubił" tego "kogoś" dopiero przy prawie 200 km/h! Małe "śledztwo" przeprowadzone przez motocyklistów ujawniło, że na przełomie kilku lat takich wydarzeń było sporo. Znalazł się również ktoś, kto oświadczył, że dokładnie w tym miejscu gdzie widywano autostopowiczkę zginęła jego żona. Opis wyglądu kobiety, jej ubrania pokrywał się w najdrobniejszych szczegółach.
Jeśli istnieje ciało i dusza, dlaczego nieprawdopodobnym ma być taki, a nie inny kontakt zmarłego z żyjącymi? Może chęć pozostania wśród bliskich jest silniejsza niż śmierć? Śmierć w pojęciu śmierci ciała... odpowiedź pozostawiam Wam.

Artykuł pochodzi ze strony www.ufoinfo.pl